Lato 2010r.
`...- Marisol to mój syn Mario - zwrócił się do mnie przyjaciel ojca.Chłopak chwycił moją dłoń i ucałował jej wierzch wlepiając we mnie wzrok.Staliśmy chwilę w ciszy wpatrując się w siebie.. Miał śliczne brązowe oczy które przyprawiały mnie o dreszcze na całym ciele. Idealnie ułożone włosy, rząd białych zębów które ukazywał wielki uśmiech. Dopasowana biała koszula podkreślała jego wyrzeźbione ciało.
Jednym szybkim ruchem zabrałam swoją dłoń. - Przepraszam.. ale muszę iść. Miło było poznać - rzuciłam. Po czym poszłam sprawdzić czy wszystko przebiega tak jak powinno. Byliśmy właśnie na imprezie zorganizowanej przez mojego ojciec który otwierał drugi hotel...`
`... Wstałam dość wcześnie, ubrałam dresy. W kuchni zostawiłam karteczkę dla ojca że idę biegać i wyszłam z domu zakładając słuchawki na uszy. Kiedy wróciłam po godzinie tato siedział w kuchni przy stole ze stertą dokumentów.
- Cześć - jęknęłam, wzięłam butelkę wody która stała na blacie i usiadłam na przeciwko niego
- I po co się tak męczysz - rzucił zamykając kolejną teczkę z dokumentami
- Żeby za kilka lat nie mieć takiej oponki jak ty - pokazałam mu język i upiłam łyk wody
- Wypraszam sobie ! - oburzył się - może nie mam ciała jak Brat Pitt ale chyba nie jest aż tak źle - przejechał dłońmi po białej koszuli która opinała jego nieduży brzuch.
- Dobra tato, mykam - wstałam z krzesła, odstawiłam butelkę na miejsce i ruszyłam na schody
- Sol - rzucił kiedy byłam w progu
- Tak ? - odwróciłam się i oparłam o futrynę.
- Syn Oscara jest pierwszy raz w mieście, pomyślałem że mogłabyś go oprowadzić. Powiedziałem, że się z nim skontaktujesz - uśmiechnął się
- Tato - jęknęłam - nie będę go niańczyć.
- Sol... - zaczął tata ale nie pozwoliłam mu dokończyć
- Dobrze, zadzwonię do niego - jęknęłam i ruszyłam na górę. Nie chciało mi się wysłuchiwać kazania które chciał wygłosić ojciec.
Kiedy dojechałam do hotelu okazało się, że nie muszę dzwonić do Marco ponieważ jeszcze jest w hotelu. Siedziałam w recepcji kiedy przyszedł oddać klucze.
- Ojciec mówił, że chcesz mnie oprowadzić po mieście - uśmiechnął się kładąc klucz na blacie.
- Mój tato to zaproponował - rzuciłam odkładając klucz do odpowiedniej szuflady - a twój na to przystał - uśmiechnęłam się
- Czepiasz się szczegółów. Kiedy mnie zabierzesz na wycieczkę ?
- Może jutro o 17?
- Sprawdzę swój grafik i dam ci znać - wyszczerzył się opierając ręce o blat
- Innego terminu nie ma. Albo jutro albo zwiedzasz sam - bąknęłam i ruszyłam w stronę wyjścia z recepcji...`
`...Siedziałam na ławce w parku i czekałam na Marco który spóźniał się już dobre 20 minut. Byłam na niego zła. Wczoraj wieczorem wysłał mi wiadomość w której napisał, że jednak odpowiada mu czas i miejsce spotkania które zaproponowałam. Mimo tego nie pojawił się o wyznaczonej godzinie. Nigdy nie spóźniałam się i nie lubiłam kiedy ktoś się spóźniał. Zawsze dbałam o to aby nikt nie musiał na mnie czekać. Jeśli już zdarzyło mi się gdzieś nie dotrzeć na czas zawsze dzwoniłam i uprzedzałam osobę z którą miałam się spotkać. Chłopak nie dawał znaku życia, nie napisał nawet krótkiej wiadomości.
- Dość - warknęłam i ruszyłam w stronę wyjścia. Wsiadłam do auta, zapięłam pas, odpaliłam silnik i ruszyłam w stronę hotelu. Znalazłam za siebie zastępstwo na recepcji ale było to nie potrzebne. Weszła do hotelu zdenerwowana jak nigdy. Wyjaśniłam mojej znajomej która mnie zastępowała co się wydarzyło i puściłam ją do domu.
Wyszłam z hotelu kilka minut po 23, przy moim aucie oparty o tylne drzwi stał chłopak z bukietem kwiatów, uśmiechał się delikatnie. Podeszłam i otworzyłam auto
- Masz tupet - prychnęła otwierając auto od strony pasażera. Wrzuciłam torebkę i ponownie je zamknęłam
- Sorry ze nie przyszedłem - rzucił - to dla ciebie - wyciągnął rękę w której trzymał bukiet róż.
- Wiesz gdzie je sobie możesz wsadzić - warknęłam
- Powiało chłodem - wyszczerzył się - ale rozumiem grasz zdenerwowaną i niedostępną
- Nie ja nie gram ! - krzyknęłam - ja jestem cholernie zdenerwowana ! nie szanujesz czyjegoś czasu i ludzi ! - wyminęłam go, wsiadłam do auta i odjechałam najszybciej jak się dało. Widziałam w lusterku oddalającą się postać chłopaka który wciąż stał w tym samym miejscu z bukietem....`
`...Ubrałam sweter, baleriny a przez ramię przełożyłam torebkę. Wyszłam na spacer nad morze aby obejrzeć zachód słońca. Po drodze wstąpiłam do sklepu po coś do picia. Chodziłam bez sensu między półkami aż natrafiłam na lodówki z sokami.. wiśnia.. pomarańcza.. mango.. nie mogłam się zdecydować.
- Cześć - usłyszałam za swoimi plecami.. czułam jego oddech na karku.. prawą rękę oparł o szybę. Uśmiechał się w odbiciu.
- Yhym - odwróciłam się. Ubrany był w czarną kurtkę skórzaną od motoru, czarne spodnie i biały podkoszulek.
- Coś nie tak ? - zapytał uważnie lustrując swój strój
- Coś by się znalazło - Odwróciłam się, wzięłam wiśniowy sok - muszę iść - próbowałam go wyminąć ale stanął na mojej drodze
- A może .. - nie zdążył dokończyć
- N-i-e - prychnęłam i ruszyłam w przeciwną stronę... `
`...Usiadłem na kanapie w salonie Fabiana i czekałem aż chłopak wróci z kuchni. Przyszedł z dwoma szklankami i butelką trunku.
- Stary jak ja złamać - jęknąłem kiedy kumpel usiadł obok mnie
- Jej się nie da złamać - bąknął i włączył mecz - zachowujesz się jak dupek. Ja wiem, że na inne laski to działa ale nie na nią.
- Teraz mi to mówisz - upiłem łyk rudej cieszy.
- A czego się spodziewałeś? Że będzie za tobą latać ?
Zachowałeś się delikatnie mówiąc.. niestosownie.
- Zachowałem się jak ostatni Skurwiel - opróżniłem jednym łykiem zawartość swojej szklanki. - Wiem o tym i żałuje.
- Chyba trochę za późno Stary - poklepał mnie po ramieniu
- Wiem, ale myślałem że może chociaż uda mi się z nią porozmawiać, przeprosić
- Trochę za późno stary
- A umiesz powiedzieć coś innego ? - warknąłem
- Ona cię nienawidzi - powiedział spokojnie i upił łyk swojego trunku
- Dzięki - przewróciłem oczami - pomóż mi jakoś do niej dotrzeć `Stary`- dolałem sobie trunku
- O nie - Fabian podniósł ręce w geście poddania - Mnie w to nie pakuj. Nie mogę, zabiłaby mnie gdyby się dowiedziała że kombinuje za jej plecami.
- Zajebiście - parsknąłem... `
`... Tego dnia wstałam markotna i nie wyspana. Zeszłam na dół w dresach. W kuchni przy stole siedział tata a na blacie stał wielki bukiet kwiatów który tato wstawił już do wazonu
- Dla kogo takie ładne kwiaty kupiłeś ? - zapytałam uśmiechając się do niego delikatnie. Tata zdjął okulary popatrzył na mnie chwilę, pokiwał głową
- Te kwiaty są dla ciebie - założył okulary i wrócił do czytania prasy
- Kupiłeś mi kwiaty ? - zachłysnęłam się sokiem
- Nie ja - odparł najspokojniej na świecie, zabrał gazetę i poszedł do salonu. podeszłam do bukietu i obejrzałam go dokładnie. W kwiatach nie było liściku.
Wypiłam sok, przebrałam się i wybrałam na przebieżkę. Bieganie zawsze poprawiało mi nastrój. Po godzinie usiadłam na jednej z ławek i podkurczyłam nogi.
- Cześć - ktoś wyjął mi słuchawkę z ucha a ja zeskoczyłam z ławki jak poparzona. Chłopak stał za ławką ubrany w jeansy i czarną koszulkę. Był rozbawiony tą sytuacją.
- Nudzi ci się - warknęłam
- Troszkę
- Jaki ty jesteś denerwujący! - chciałam odejść ale stanął na mojej drodze - przepuść mnie.
- Nie - odparł spokojnie- nie puszczę cię dopóki nie porozmawiamy
- O czym ty chcesz rozmawiać?
- Podobały ci się kwiaty?
- To ty je wysłałeś ? - zapytałam a chłopak pokiwał głową. - ujdą w tłoku - bąknęłam - o tym chciałeś ze mną rozmawiać ?
- Nie, chciałem rozmawiać o nas
- Nie ma żadnych nas
- Sol.. wiem że myślisz o mnie same złe rzeczy
- Nie skądże znowu - przewróciłam oczami i usiadłam na ławce
- Mogę dokończyć? - zapytał a ja skinęłam głową. - wiem że jestem podły, arogancki i upierdliwy. Masz mnie za dupka...
- Bingo - klasnęła - wygrałeś wycieczkę dookoła świata na własny koszt.
- Proszę cię.. - jęknął - daj mi szanse na to abyś mogła poznać mnie z tej drugiej strony - chłopak delikatnie się uśmiechnął i wlepił we mnie wzrok. Chwilę siedziałam wpatrując się w niego - wcale nie jestem taki zły
- Nie - odparłam, chłopak spuścił głowę, potarł ręką twarz, wstał i wsiadł na swój rower
- Czekam na ciebie dziś do 20 w moim mieszkaniu. Jeśli nie przyjdziesz, dam ci spokój - rzucił i odjechał
-Dupek - warknęłam i ruszyłam w stronę domu.
Po powrocie wzięłam prysznic i leżałam przed tv. Łapałam się na tym że zawieszałam wzrok na zegarku i wpatrywałam się w niego. Byłam na siebie zła za to. Z drugiej strony nachodziły mnie wątpliwości. Czemu miałabym nie spróbować? Może będzie fajnie? Jestem młoda czy nie powinnam korzystać z życia ? Jest denerwujący ale przystojny.. do tego podobał mi się..Kiedy zerknęłam ostatni raz na zegarek była 19:41.
- Raz się żyje - zerwałam się z kanapy i pognałam na górę. narzuciłam na siebie ubrania, na nogi wygodne buty i wybiegłam z domu. Do mieszkania Mario nie było daleko. O 20 jechałam windą na 4 piętro gdzie mieścił się jego apartament. Stanęłam przed drzwiami wzięłam głęboki oddech i nacisnęłam przycisk dzwonka.. raz.. drugi.. trzeci. cisza. było mi wstyd i zaczynałam się denerwować.. zadzwoniłam czwarty raz.. już chciałam odchodzić ale nagle drzwi się otworzyły i stanął w nich Marco ubrany w białą koszulę i eleganckie spodnie. Stałam chwilę wpatrując się w niego.
- Spóźniłam się ?- szepnęłam wlepiając wzrok w jego twarz. Kąciki jego ust drgnęły delikatnie. Zrobił w drzwiach miejsce i wskazał ręką abym weszła do środka.
Chłopak zamknął za mną drzwi, oparł się o nie obejmując mnie od tyłu w pasie i przyciągając do siebie. Staliśmy tak chwilkę w końcu puścił mnie i obrócił przodem do siebie. - wiedziałem, że przyjdziesz - wyszeptał i wbił się w moje usta. Najpierw zachłannie, a kiedy zaczęłam odwzajemniać jego pocałunek spokojniej. Objął mnie w pasie a ja wplotłam dłonie w jego włosy. Po chwili oderwał swoje usta od moich i uśmiechnął się - chodź - szepnął i zaprowadził mnie do kuchni gdzie czekał zastawiony stół. Na środku stały dwie świece. Byłam w szoku, on naprawdę był pewny że przyjdę. Spojrzałam na niego i uśmiechnęłam się. Odsunął mi krzesło na którym usiadłam a sam zajął miejsce na przeciwko mnie. Mieliśmy mnóstwo wspólnych tematów, buzie się nam nie zamykały. To niesamowite jak z zarozumiałego i podłego typa zmienił się w szarmanckiego, słodkiego i miłego mężczyznę.
- Przestałeś cwaniakować - zauważyłam
- Staram się - uśmiechnął się.
Z głośników poleciał mój ulubiony utwór.. Spojrzałam na chłopaka który odsunął swoje krzesło i wstał wyciągając do mnie dłoń.
- Zatańcz ze mną - szepnął a ja uśmiechnęłam się i wstałam. Złapał moją dłoń i zaprowadził mnie na środek pokoju.Jedną ręką objął mnie w tali a drugą złapał za moją. Przysuną się do mnie tak że dzieliły nas milimetry. Położyłam głowę na jego ramieniu i zaczęliśmy się powoli bujać się w rytm piosenki. Następną piosenką jaka poleciała z głośników był przebój z filmu `Dirty Dancing`.
- Pamiętasz tą scenę kiedy pod koniec filmu on podnosi ją do góry ?- zapytał
- Pamiętam - mruknęłam w jego szyję - uwielbiam ten film - uśmiechnęłam się spoglądając w jego oczy
- Umiem tak zrobić - wyszczerzył się i odsunął ode mnie. Zaprowadził mnie na koniec pokoju a sam stanął po drugiej stronie przy oknie.
- Nie zrobię tego, boję się - zaśmiałam się
- Przecież jesteś odważna - uśmiechnął się - zaufaj mi, złapię cię - zrobił krok w przód - teraz - powiedział a ja podbiegłam w jego stronę. Mocno ścisną moje biodra i uniósł nad siebie a ja rozłożyłam ręce jak główna bohaterka w Dirty Dancingu. Staliśmy tak chwilkę po czym Mario opuścił mnie na wysokość swojej twarzy a ja oplotłam go nogami w pasie i wbiłam się w jego usta. Resztę wieczoru spędziliśmy siedząc w salonie na podłodze z kolejną butelką wina, oglądając film z którego odegraliśmy wcześniej scenę... `
`...Obudził mnie trzask drzwi tarasowych.. przeciągnęłam się i zerknęłam w stronę gdzie powinien spać Marco. Łóżko było puste. Mruknęłam ze smutkiem i podniosłam się opierając na łokciu. W pokoju nie było nikogo. Wstałam z łóżka ubierając jego koszulkę i ruszyłam do kuchni. Przy drzwiach usłyszałam znajome głosy, jeden należał do Marco a drugi do Fabiana - naszego przyjaciela
- Stary nawet nie wiesz jak się wkręciłem - usłyszałam tego pierwszego. Oparłam się o ścianę przy drzwiach i nasłuchiwałam.
- Wiem - zaśmiał się Fabian - skrzywdź ją a nogi ci wiesz z czego wyrwę
- Jakie skrzywdź - bąknął Marco - ja się z nią ożenię - zaśmiał się. Chłopcy porozmawiali jeszcze chwilkę, po czym nasz przyjaciel wyszedł. Dopiero wtedy ruszyłam do kuchni, stanęłam we wejściu, Marco stał tyłem do mnie zalewając kawę. Podeszłam i przytuliłam się do jego pleców.
- Cześć - rzucił odwrócił się i wbił się w moje usta - przygotowałem śniadanie - uśmiechnął się zakładając mi za ucho kosmyk włosów
- Yhym - mruknęłam całując jego szyję
- Sol - zamruczał przymykając oczy - Muszę iść do pracy - bąknął kiedy usiadłam na blacie i przyciągnęłam go do siebie
- Straszne - rzuciłam i wbiłam się w jego usta. podciągnął moją koszulkę i pomógł mi się jej pozbyć. Przywarł do mnie całym ciałem całując po szyj i schodząc niżej ... `
`...- Jesteś okropny ! - krzyknęłam - myślisz tylko o sobie !
- A ty jesteś dziecinna - warknął zakładając koszulkę - po cholerę ze mną jesteś ! - dodał i zniknął w sypialni, a ja poczułam na swoim policzku pojedynczą łzę - I nie stój na tych płytkach boso bo są zimne ! - Wyskoczył z sypialni. Kiedy zobaczył że płaczę zmiękła mu mina. Stał wpatrując się we mnie. podszedł i próbował złapać moje dłonie ale zrobiłam krok w tył, wyminęłam go i ruszyłam do łazienki. Ubrałam się, związałam włosy w kitkę i ruszyłam w stronę drzwi. Marco stał w tym samym miejscu. obserwował każdy mój ruch. kiedy zakładałam buty ruszył z miejsca i złapał mnie w tali.
- Zostań - mruknął w moje włosy
- Nie, dziecko wraca do domu - bąknęłam i wyrwałam się z jego objęć. Wyszłam trzaskając drzwiami.
Po cichu weszłam do domu, zrobiłam sobie herbatę i od razu skierowałam się w stronę swojego pokoju. Wzięłam prysznic, przebrałam się w dresy i zamontowałam się na parapecie. Zawsze na nim przesiadywałam kiedy było mi smutno albo czymś się martwiłam. Wyłączyłam telefon. Schowałam twarz w dłonie i płakałam. Nagle do mojego pokoju wparował brunet w kapturze, zamknął za sobą drzwi z trzaskiem i stanął wpatrując się we mnie.
- Co tu robisz ? - mruknęłam
- Martwiłem się - warknął - dlaczego wyłączyłaś znowu telefon ?
- Bo miałam taką ochotę - odparłam wlepiając wzrok w okno
- Dobra ok ! - wrzasnął - Przepraszam ! Tak jestem okropny, jestem zarozumiałym podłym gnojem. Ale wiesz co, ten zarozumiały podły gnój bardzo cię kocha i nie wyobraża sobie życia bez ciebie - wrzasnął - I bardzo nie lubi się z tobą kłócić - rzucił spokojniej i podszedł bliżej.
- Mam to samo - wstałam i się do niego przytuliłam...`
`... - Kocham cię - rzucił i ucałował czubek mojej głowy
- Nie wierzę że to mówię ale ja ciebie też - wyszczerzyłam się. Leżeliśmy na plaży. Wtulona w jego ramię kreśliłam palcem kółka na jego brzuchu, on zaś delikatnie muskał moje ramię i plecy. Uciekliśmy od obowiązków i ukryliśmy się na plaży, wyłączyliśmy telefony. Byliśmy tylko my i nic innego się nie liczyło.
- Wredna jesteś - zaśmiał się, ujął mój podbródek i uniósł delikatnie moją twarz tak abym spojrzała mu w oczy - Zawsze będę cię kochał - uśmiechnął się - do końca życia i jeden dzień dłużej - szepnął i wbił się w moje usta...`
`... Obudziłam się w łóżku wujka. Po jednej lewej stronie leżała jeszcze śpiąca Sara, po prawej było puste miejsce. Wygramoliłam się z łóżka, weszłam do łazienki i podeszłam do lustra. Miałam rozmazany tusz na całej twarzy i spuchnięte oczy od płaczu.
W kuchni przy wysepce siedział Fabian i ojciec, Luis stał oparty o blat. Weszłam i oparłam się o futrynę otulając się swoimi rękoma.
- Sol - pierwszy zauważył mnie wujek podszedł objął mnie ramieniem i pomógł usiąść przy stole
- Zrobię ci herbatę - rzucił Fabian
- I coś do jedzenia - dodał wujek. ojciec wstał i usiadł obok mnie
- Kochanie.. będzie dobrze - pogłaskał mnie po włosach ale odsunęłam głowę.
- Napij się ciepłego - przyjaciel postawił przede mną kubek z herbatą i talerzyk na której leżała kanapka
- Zjedz - rzucił Enrique. Kręciłam głową wpatrując się w nich.. wzbierała we mnie nieopanowana złość na wszystko i na nic. Czułam się słaba, zmięta.
- Nie będę jadła, nie będę piła - krzyknęłam i strąciłam naczynia ze stołu oblewając wrzątkiem Fabiana. - i nie będzie dobrze - wstałam i odsunęłam krzesło tak że runęło na ziemię. Wybiegłam z mieszkania wujka i zjechałam na dół. Ruszyłam w stronę parku,położyłam się na jednej z ławek i podkurczyłam nogi, zakryłam twarz dłońmi i wybuchnęłam płaczem. Obudził mnie zimny wiatr. Sama nie wiedziałam kiedy zasnęłam. Założyłam na głowę kaptur i ruszyłam w stronę domu.
W domu czekał na mnie ojciec wraz z wujkiem. Siedzieli w ciszy i obserwowali moje ruchy. Wyjęłam z lodówki karton soku i ruszyłam na górę.
Kilka dni później odbył się pogrzeb. Podczas nabożeństwa w kaplicy jakoś się trzymałam, był przy mnie tato oraz najbliżsi. Kiedy stanęłam nad grobem totalnie przestałam panować nad emocjami. Czułam jak łzy spływają mi po policzkach, widziałam jak wkładają ciało do grobu, jak układają kwiaty. Większość osób podchodziła i składała kondolencje, próbowali mnie pocieszać mówiąc, że będzie dobrze i że sobie poradzę ale wiedziałam że nie będzie. Już nigdy nie będzie tak jak było. Może być gorzej.. może z czasem będzie lepiej ale nigdy nie będzie już tak samo. I tego się bałam. Nigdy nie poczuję się tak jak przy nim. Razem z nim umarła jakaś cząstka mnie.
Całymi dniami przesiadywałam na parapecie w swoim pokoju z kubkiem herbaty. Od pogrzebu z nikim nie rozmawiałam i nigdzie nie wychodziłam.
Któregoś dnia siedząc na parapecie usłyszałam ciche pukanie do drzwi, chwilkę później otworzył je wujek i zapytał czy może wejść. Kiwnęłam głową, Powoli wszedł i zamknął za sobą drzwi. Stanął obok mnie przy oknie i wlepił wzrok w widok.
- Sol ... - zaczął niepewnie - Rozmawiałem z moim znajomym wykładowcą z Londynu. Jeśli chcesz, od października możesz zacząć tam studia - uśmiechnął się
- Dziękuję wujku ale nie - odparłam - zostanę tutaj
- Nie możesz całego życia spędzić na tym parapecie
- Mogę
- Myślę że Marco by tego nie chciał - usiadł na przeciwko mnie
- Nikt z nas nie wie czego by chciał - warknęłam
- Wyjazd dobrze ci zrobi, spojrzysz na to wszystko z innej perspektywy.
- Zastanowię się - rzuciłam.
Wieczorem oznajmiłam ojcu i Luisowi że wyjeżdżam. Tydzień później siedziałam w samolocie...`
-----------------------------------------------------------
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz